UWAGA! ZMIANA ADRESU BLOGA! WWW.MANUFAKTURASMAKOW.COM

Czekoladowe pączusie


Tłusty Czwartek już za kilka dni, więc najwyższy czas pomyśleć o słodkościach na ten dzień. W zeszłym roku zaproponowałyśmy Wam szybkie i proste Racuchy na jogurcie (klik), natomiast w tym roku mamy coś zupełnie innego, a mianowicie tradycyjne pączki w zupełnie nowej odsłonie. Ostatni przepis był czekoladowym szaleństwem, teraz poszłyśmy o krok dalej i przygotowałyśmy obłędne czekoladowe pączki. Tak, dobrze przeczytaliście :) Pączuszki są bardzo lekkie i wcale nie aż tak słodkie, jak mogłoby się wydawać, są też znacznie mniejsze niż te tradycyjne, co uważam za plus. Gorąco polecam ten przepis! Jeśli ktoś z Was wypróbuje ten lub inny przepis, niech koniecznie da znać :) Nic tak nie poprawia nastroju, jak wiadomości od Was :)

Składnki:
350 g mąki
60 g cukru
30 g kakao
2 żółtka 
75 g masła
120 ml mleka
3/4 opakowania drożdży instant (opakowanie na 500 g mąki)
1 - 2 łyżki spirytusu
1/2 słoika powideł śliwkowych
1,5 l oleju (do smażenia)

Do miski wsypujemy przesianą mąkę, kakao i drożdże. W osobnej miseczce ucieramy 2 żółtka z cukrem na kogel-mogel, otrzymaną masę jajeczną dodajemy do mąki. Wyrabiamy ciasto dolewając letnie mleko, a następnie spirytus. Na końcu dodajemy roztopione masło. Kiedy ciasto zacznie odchodzić od ręki, przykrywamy miskę ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce na około godzinę (do podwojenia objętości).

Wyrośnięte ciasto przekładamy na oprószoną mąką stolnicę, formujemy około 16 kulek (wielkości orzecha włoskiego). Każdą porcję lekko rozpłaszczamy dłonią, nakładamy około 1/2 łyżeczki powideł, zlepiamy brzegi i ponownie formujemy kulki. Tak przygotowane pączki ponownie odkładamy do wyrośnięcia, ale tym razem na 20 minut. 

W płaskim garnku rozgrzewamy olej. Aby sprawdzić, czy olej osiągnął odpowiednią temperaturę, zanurzamy w nim wykałaczkę, jeśli wokół drewienka pojawią się bąbelki, oznacza to, że tłuszcz jest gotowy do smażenia. Pączki smażymy przez około 6 minut (po 3 minuty z każdej strony), następnie wyjmujemy łyżką cedzakową i układamy na papierowym ręczniku, aby osuszyć je z tłuszczu. Podajemy posypane cukrem pudrem.

Uwaga! Ilość mąki zależy od wielkości żółtek oraz ilości alkoholu, ciasto ma być przyjemnie elastyczne, dlatego istnieje możliwość, że będziecie musieli dodać odrobinę więcej mąki.



Smacznego!
Ania :) 









Czekoladowe szaleństwo


Wszyscy, którzy dobrze mnie znają, wiedzą, że uwielbiam czekoladowe wypieki. Nic mnie nie powstrzyma przed testowaniem nowych przepisów, nawet uczulenie, po prostu kocham czekoladę! A im bardziej słodkości są czekoladowe, tym oczywiście lepiej :) Od jakiegoś czasu szukam mojego idealnego przepisu na brownie i choć wypróbowałam wiele pysznych przepisów, to mojego ideału jeszcze nie odnalazłam. Ale za to przed świętami odkryłam idealny przepis na czekoladowe ciasteczka. Są po prostu genialne! Ciacha są bardzo mocno czekoladowe, a gdy są jeszcze lekko ciepłe, to kawałki czekolady w środku są półpłynne. Zdecydowanie nie jest to przepis dla osób pilnujących diety, ale z drugiej strony czasem każdemu z nas przyda się chwila niekontrolowanego, czekoladowego szaleństwa ;)

Składniki:
100 g rodzynek
3 łyżki rumu
300 g ciemnej czekolady (3 tabliczki)
3 łyżki masła
80 g mąki
150 g cukru
2 jajka
1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki cynamonu
1 łyżeczka cukru waniliowego
sól

Rodzynki zalewamy ciepłym rumem i odstawiamy, aby napęczniały. Im więcej rumu wchłonął, tym lepiej, dlatego tek krok można wykonać znacznie wcześniej. 

1 i 3/4 czekolady kruszymy, dodajemy masło i topimy w kąpieli wodnej. Rozpuszczoną czekoladę odstawiamy do lekkiego wystygnięcia, tym czasie kroimy resztę czekolady na grube kawałki. Mąkę przesiewamy razem ze szczyptą soli, proszkiem do pieczenia i cynamonem, a jajka ucieramy z cukrem i cukrem waniliowym na puszystą masę. Następnie do powstałego, jajecznego kremu stopniowo dodajemy (nadal ubijając) roztopioną czekoladę oraz mąkę z dodatkami. Na koniec wsypujemy rodzynki oraz pokrojoną czekoladę i dokładnie mieszamy.

Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Ciasteczka nakładamy i lekko rozsmarowujemy za pomocą łyżki, chcemy, aby miały kształt małych placuszków. Pieczemy przez 8 - 10 minut w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 stopni. 

Smacznego!
Ania









Pszenne bułeczki z czarnuszką i sezamem


Wczoraj, przez cały dzień testowałyśmy nowe przepisy, sobota to u nas zdecydowanie czas kulinarnych eksperymentów :) Nie wszystkie nowe receptury są udane, niektóre wymagają jeszcze drobnych udoskonaleń, inne zdecydowanie są kulinarnymi katastrofami, ale czasem przytrafiają się też takie, które są po porstu idealne. Pszenne bułeczki z czarnuszką i sezamem, które pokazywałam Wam wczoraj na Facebooku należą właśnie do tej ostatniej grupy. Są bajecznie proste w przygotowaniu, nie wymagają opanowania nadzywaczajnych umiejętności i do tego wszystkiego są jeszcze pyszne! Z podanych proporcji wychodzi 6 bułeczek, ale już teraz radzę podwoić wszystkie składniki, bo 6 to zdecydowanie za mało ;) 

Składniki:
250 g mąki pszennej
15o ml ciepłej wody 
25 g smalcu
1 łyżeczka miodu
1/2 opakowania drożdży instant
1/2 łyżeczka soli
1/2 łyżki czarnuszki
odrobina mąki sezamu i czarnuszki do podsypania
1 jajko do smarowania

Mąkę przesiewamy do miski, dodajemy 150 ml ciepłej wody (lub trochę więcej, ciasto musi być elastyczne), miód, drożdże, sól, czarnuszkę oraz z roztopiony i przestudzony samlec. Dokładnie zagniatamy ciasto, następnie przekładamy je do wysypanej mąką miseczki, przykrywamy ściereczką i odstawiamy w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (około 60 min.).

Wyrośnięte ciasto dzielimy na 6 porcji i z każdej formujemy na oprószonej mąką stolnicy po okrągłej bułeczce. Powierzchnię nacinamy ostrym nożem na krzyż, następnie smarujemy rozmąconym jajkiem i posypujemy czarnuszką oraz sezamem. Tak przygotowane bułeczki odstawiamy do ponownego wyrośnięcia na około 15 minut.  Pieczemy przez około 25 minut, w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.



Smacznego!
Ania




Nowa piramida żywienia, czyli co jeść?


Stało się! Piramida żywieniowa, jaką wszyscy dobrze znamy właśnie przeszła do historii, a jej miejsce zajęła Piramida Żywienia i Aktywności Fizycznej. W tym tygodniu eksperci z warszawskiego Instytutu Żywności i Żywienia zaprezentowali nową koncepcję zasad prawidłowego żywienia. 

Co się właściwie zmieniło? Praktycznie wszystko! Przede wszystkim podstawą zachowania dobrego zdrowia jest aktywność fizyczna. Niby wszyscy o tym dobrze wiemy, ale jednak czasem nam się zapomina o regularnych ćwiczeniach, czy nawet o spacerze. O tym właśnie chcą nam przypomnieć eksperci, dlatego po raz pierwszy w historii ćwiczenia stały się częścią piramidy, a nie dodatkowym czynnikiem. Skąd taka decyzja? Od 2009 roku, kiedy została wprowadzona ostatnia aktualizacja piramidy, nasz tryb życia stał coraz bardziej "siedzący", a to powoduje liczne problemy zdrowotne. Zalecana dzienna dawka ruchu, to 30-40 minut. 

Piętro wyżej nie znajdziemy już produktów zbożowych, tylko warzywa i owoce, które powinny stanowić co najmniej połowę naszej diety. Jednak tutaj należy pamiętać o odpowiednich proporcjach, czyli 3/4 dziennego zapotrzebowania to warzywa, a 1/4 owoce. Dalej wreszcie mamy produkty zbożowe, następnie mleko i przetwory mleczne, jeszcze wyżej mięso i ryby. Tutaj eksperci przestrzegają przed zbyt dużym spożyciem mięsa, a zwłaszcza czerwonego. Natomiast na samej górze znajdziemy natomiast oleje i orzechy.

Co jeszcze należy ograniczyć lub wyeliminować z naszego jadłospisu? Otóż, zdecydowanie powinniśmy unikać dosalania, o przesalaniu potraw już nie mówiąc. Sól najlepiej zastąpić ziołami, które mają o wiele bardziej dobroczynny wpływ na organizm. Natomiast zamiast cukru i słodyczy wybierajmy orzechy i owoce. A wszystko powinniśmy popić wodą (co najmniej 1,5 l dziennie). 




Tak wygląda najnowsza piramida. Zmiany niewątpliwie są duże, mnie chyba najbardziej cieszy fakt, że tym razem podkreślono wagę aktywności fizycznej oraz warzyw i owoców. Przy okazji motywacja do ćwiczeń jest jeszcze większa ;) 


A Wy co sądzicie o nowej piramidzie?



P.S. Na blogu znajdziecie sporo warzywnych i owocowych przepisów, wystarczy trochę poszperać :) Oto kilka z naszych propozycji:




Sałata à la tortilla











Pikantna zupa marchewkowa


Wreszcie mamy zimę! I to taką prawdziwą, ze śniegiem i mrozem! Jeśli jeszcze ktoś tego nie zauważył, to tak, uwielbiam tę porę roku! Dowody rzeczowe znajdziecie m.in na Instagramie (klik). Nie przeszkadzają mi zaspy, zawieje, ani nawet zasypany po dach samochód ;) Uwielbiam, kiedy pada śnieg, a jeśli następnego dnia jest jeszcze tak, jak dzisiaj, to jestem po prostu przeszczęśliwa i pełna pozytywnej energii. Nic tak dobrze nie działa, jak zimowy spacer, a po powrocie miska ciepłej zupy :) O tej porze roku zdecydowanie polecam pikantną zupę marchewkową z kolendrą. Tak, wiem, że kolendrę w żywej postaci trochę trudniej upolować, więc miejcie oczy szeroko otwarte, bo naprawdę warto. 

Składniki:
400 g marchewki
2 duże cebule
3 duże ziemniaki
1 l bulionu warzywnego lub drobiowego
gęsta śmietana do dekoracji
2 pęczki kolendry
oliwa, sól, pieprz

Wszystkie warzywa myjemy i kroimy w plasterki. Na patelnię wylewamy 3 - 4 łyżki oliwy, podsmażamy na rumiano cebulę, a następnie dodajemy marchew i ziemniaki. Całość smażymy przez około 10 minut i zalewamy bulionem. Zupę gotujemy pod przykryciem przez około 30 minut.

Po ugotowaniu warzyw dodajemy pęczek umytej kolendry i odstawiamy z ognia do lekkiego przestygnięcia. Tak przygotowaną zupę miksujemy i doprawiamy solą oraz pieprzem. Podajemy z kleksem śmietany i posiekaną kolendrą.



Smacznego!
Ania :)





P.S. Ten przepis powstał w ramach akcji Stop marnowaniu żywności :) Do zrobienia zupy został wykorzystany wywar z warzyw, które były gotowane na świąteczną sałatkę. Zamrożony płyn można przechowywać w zamrażalniku i wykorzystać w dowolnym momencie.


Maślane ciasteczka z jabłkami


Wiecie, że przepis na maślane ciasteczka z jabłkami przyczynił się do powstania Manufaktury Smaków? Zawsze kiedy ktoś nas prosił o prosty, szybki i efektowny deser polecałyśmy właśnie te ciasteczka i z tego co wiemy, to u wszystkich, którzy wykorzystali naszą recepturę ciastka były rozchwytywane. To jeden z tych deserów, którego nigdy nie ma się dosyć. Wreszcie, wysyłając przepis kolejnej osobie, wpadłyśmy na pomysł założenia bloga, gdzie będzie można znaleźć nasze sprawdzone przepisy i tak właśnie powstało to miejsce :) 

Składniki:
500 g mąki
250 g masła
1/2 szklanki cukru
1/2 szklanki śmietany (22%)
3 żółtka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
3 jabłka
cynamon i cukier puder do posypania

Mąkę przesiewamy na stolnicę z cukrem oraz proszkiem do pieczenia i kroimy z zimnym masłem. Następnie dodajemy żółtka, śmiatanę i szybko zagniatamy ciasto, formujemy w kulę, zawijamy w folię i chłodzimy w lodówce przez około 30 minut. W międzyczasie przygotowujemy jabłka - obieramy ze skórki, oczyszczamy z gniazd nasiennych i kroimy w niezbyt grube cząstki.

Schłodzone ciasto rozwałkowujemy na opruszonej mąką stolnicy na placek o grubości około 3 mm. Dużą szklanką (obręczą lub formą do pierogów) wykrawamy w cieście krążki, następne w połowie każdego układamy dwie cząstki jabłka. Przykrywamy jabłka pozostałą częścią ciasta. Tak powstałe ciasteczka układamy na wyłożonej papierem do pieczenia blasze, pieczemy przez około 20 min. (na złoty kolor) w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.  Podajemy posypane cukrem pudrem z cynamonem.


Smacznego!
Ania :)




Schab z jabłkami w pomarańczowym sosie


Spadł śnieg! Wreszcie! Nawet nie wiecie jak bardzo stęskniłam się za tym białym puchem! Tak, uwielbiam zimę, nie przeszkadzają mi ani mrozy, ani nawet zaspy po kolana ;) Takie dni jak dziś z przyjemnością spędzam w domu, czytam książki, buszuję w sieci, szukam nowych, kulinarnych inspiracji, albo przygotowuję kolejne wpisy na bloga. Przeglądając świątecznie zdjęcia zauważylam, że jeszcze nie podzieliłyśmy się z Wami przepisem na schab z jabłkami w pomarańczowym sosie, który królował u nas w te święta. Przpis ten nie tylko w ciekawy spoób łączy smak jabłka i pomarańczy, ale także kryje w sobie pewien kulinarny trik, który był dla nas odkryciem minionego roku. O czym mowa? O jogurtowej marynacie! Jeśli jeszcze nie znacie tego sposobu, to koniecznie musicie spróbować :) 

Składniki:
1 kg schabu
1 duże jabłko
2 - 3 łyżki konfitury pomarańczowej
1 łyżka masła
skórka i sok z 1 pomarańczy
1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej
sól, pieprz
bawełniany sznurek do związania pieczeni

Marynata:
1 duży kubek jogurtu
czosnek granulowany 
curry
suszony koperek

Schab myjemy i osuszamy papierowym ręcznikiem, do szklanego naczynia wlewamy jogurt, dodajemy przyprawy i dokładnie mieszamy. Do tak przygotowanej marynaty wkładamy mięso i marynujemy prez 12 godzin (najlepiej przez noc) w lodówce.

Po upływie tego czasu wyjmujemy mięso z jogurtu, dokładnie osuszamy papierowym ręcznikiem i nacinamy tak, jak przy krojeniu kotletów, ale tylko do połowy tak, aby spoód schabu był cały. Solimy i pieprzymy. Jabłko myjemy i kroimy w czątstki (razem ze skórką), a następnie wkładamy w nacięcia.

Schab smarujemy konfiturą pomarańczową, wiążemy sznurkiem tak, aby jabłka i mięso ładnie do siebie przylegały. Na wierzchu pieczeni kładziemy 3 plastry masła. Całość umieszczamy w rękamwie do pieczenia. Schab pieczemy przez pierwsze 15 - 20 minut w temperaturze 180 stopni, a następnie dopiekamy do miękkości w temperaturze 140 stopni przez około 40 min.

Upieczone mięso pozostawiamy w rękawie jeszcze przez 15 - 20 min., żeby odpoczęło.  W tym czasie dokładnie szorujemy i parzymy wrzątkiem pomrańczę, ścieramy skórkę i wyciskamy sok. Następnie nacinamy rękaw i wylewamy do rondla płyn z mięsa, dodajemy skórkę i sok z pomarańczy i zagotowujemy. Sos zagęszczamy łyżką mąki ziemniaczanej rozpuszczonej w odrobinie zimniej wody. Całość doprawiamy solą i pieprzem.

Mięso wykładamy na półmisek i polewamy niewielką ilością sosu, resztę podajemy w sosjerce.


Smacznego!
Ania :)


Koktajl pomarańczowo - morelowy [wideo przepis]


Jak Wam idzie realizacja noworocznych postanowień? Mnie całkiem dobrze, chociaż pierwszy trening w tym roku okazał się wyzwaniem. Ostatnio zaniedbałam regularne ćwiczenia i teraz trochę ciężko wrócić do dawnej formy, ale mam już opracowany plan treningowy, a jutro idę wykupić karnet na zajęcia fitness :) Zawsze kiedy wracam do regularnych ćwiczeń częściej sięgam po koktajle, po nich czuję się bardzo lekko i mam ochotę na więcej ruchu. Do moich ulubionych należy koktajl pomarańczowo - morelowy, który ma tak nieoczywisty smak, że naprawdę trudno odgadnąć składniki, jeśli się go samemu nie przyrządzało ;)

Składniki:
1 szklanka jogurtu naturalnego
3 suszone morele
1 pomarańcza
2 łyżeczki płatków migdałowych
2 - 3 łyżki syropu z agawy
1/2 łyżeczki cynamonu


Wszystkie składniki wrzucamy do blendera, zaczynając od jogurtu i dokładnie miksujemy. Do osłodzenia koktajlu użyłam syropu z agawy, ale jeśli go nie macie lub nie lubicie to możecie również wykorzystać syrop klonowy lub miód.


Smacznego!
Ania :)


Instagramowe podsumowanie roku


Gdziekolwiek ostatnio nie wejdę, to wszędzie widzę podsumowania minionego roku na Instagramie. Gazety i portale informacyjne nawet piszą, że 2015 był rokiem tego właśnie medium społecznościowego. Ja tak naprwdę jestem dopiero początkującą użytkowniczą Instagramu i choć uwielbiam robić zdjęcia, to nie zawsze pamiętam, żeby je tam wrzucić, czego skutkiem są później całe serie ;) Mimo, że profil Manufaktury Smaków powstał już 2014, to regularnie zaczęłam publikować fotografie dopiero w 2015 roku.


Co mogę powiedzieć po moim piewszym, aktywnym roku? To naprawdę wciąga! I nie mówię tu tylko o wrzucaniu własnych zdjęć, ale również przeglądaniu Waszych. Kiedy tylko mam czas, to zawsze rano zerkam na Insta, żeby zobaczyć co tam ciekawgo u Was. Jak się okazuje, nawet jeśli nie zrobię tego jeszcze przed wyjściem z domu, to ciągnące się w nieskończoność łódzkie korki sprawiają, że mogę nadrobić wszystkie zaległości.


Instagram jest też dla mnie niesamowitą skarbnicą wspomnień, nie tylko tych kulinarnych, ale również tych trochę bardziej osobistych, zebranych w jednym miejscu i ocalonych od zapomnienia. A co się działo w minionym roku? Były oczywiście noworoczne postanowienia i intensywne prace na blogu, żeby wszystko działało i wyglądało zgodnie z naszymi oczekiwaniami. Eksperymentów kulinarnych, tych mniej lub bardziej szalonych, również nie zabrakło.


Było nawet trochę zimy :)




Choć upalne lato dało się wszystkim we znaki, to chwile spędzone na tarasie z pucharkiem, wypełnionym po brzegi ulubionymi lodami lub schłodzonymi owocami należą do jednych z najprzyjemniejszych wspomnień minionego roku.



Po raz pierwszy uczestniczyłam także w spotkaniu blogerów z prawdziwego zdarzenia :D


Nie sposób także pominąć naszych sukcesów ogrodniczych. Wszystkie posadzone warzywa i zioła pięknie wyrosły i naprawdę długo cieszyliśmy się własnymi sałatami, porami, selerami, cebulą, pietruszką, lubczykiem, szczypiorkiem, miętą czy rozmarynem. To był pierwszy i eksperymentalny rok własnych upraw, okazało się, że bardzo nam się to sposobało i już obmyślamy, co posadzimy na wiosnę.


Pisząc, że wszystkie warzywa i zioła pięknie wyrosły wcale nie żartowałam, poniżej zdjęcie jeszcze dosyć małej pietruszki ozdobnej, ale w wideo przepisie na koktajl pietruszkowo-bananowy (klik) możecie zobaczyć, jak latem wyglądała nasza grządka ;) Lekka zima sprawiła, że nawet w grudniu zioła w dalszym ciągu rosły jak szalone. Natka pietruszki w przepisie na cygara z łososia (klik) to właśnie nasza.


Dosyć nieoczekiwanie udało mi się spełnić jedno z marzeń, a minowicie usiadłam w prawdziwym Deloreanie! Dla każdego fana Powrotu do przyszłości, to naprawdę duże przeżycie i ogromna radość.


W 2015 odnalazłam też nową pasję. Scrapbooking wciągnął mnie do tego stopnia, że wszystkie świąteczne kartki, które wysyłaliśmy na ostatnie święta, zrobiłam sama :)



Oczywiście nie mogło również zabraknąć kotów :) 


W ramach pdsumowania minionego roku pokusiłam się także o małe zestawienie dziewięciu najpopularniejszych zdjęć. Przyznam szczerze, że efekt był zaskakujący nawet dla mnie, zresztą zobaczcie sami:


Lubicie owoce! I to nawet bardzo! Pojawił się także Kicior, który tak naprawdę ma na imię Cwaniak, ale reaguje tylko na Kiciora ;) Są też korzenne bułeczki, o których totalnie zapomniałam i obiecuję, że jeszcze w styczniu pojawią się na blogu. W #2015bestnine znalazło się nawet moje zdjęcie :) Przejrzyjcie Wasze zdjęcia z ostatniego toku, to naprawdę niesamowita podróż :)

Ania :)